Pod lupą: Volvo XC60 T6 Inscription 2020 — auto po szkodzie całkowitej, które nigdy nie dostało tytułu Salvage

Volvo XC60 T6 Inscription z 2020 roku, 84 567 mil (~136 100 km), czterech właścicieli i dziewiętnaście wpisów serwisowych — dwa razy sprzedane w programie certyfikowanym. W styczniu 2026 dostało w tył i ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą. A mimo to auto nie ma tytułu Salvage, jeździło jeszcze przez osiem miesięcy i przez ten czas było dwa razy serwisowane. Przeanalizowaliśmy 13 zdjęć z aukcji, raport CARFAX, AutoCheck i pełny wydruk z dekodera wyposażenia Volvo. Ten przypadek wymaga innego czytania niż typowa aukcja po szkodzie — i poniżej tłumaczymy dlaczego.
Co dokładnie stoi na placu
CARFAX kontra AutoCheck
Papiery tego auta są nietypowe i to one, a nie zdjęcia, decydują o tym, ile ta aukcja jest warta. Oba raporty pobraliśmy 25 sierpnia 2026, cztery sekundy po sobie. W trzech poprzednich odcinkach cyklu tytuł Salvage był oczywistością. Tutaj go nie ma i trzeba wprost powiedzieć, co to znaczy.
Szkoda całkowita bez tytułu Salvage — i to nie jest błąd w papierach
Ubezpieczyciel uznał szkodę za całkowitą 2 stycznia 2026, a stan Wisconsin mimo to wystawił zwykły Certificate of Title z adnotacją Claim Paid — czyli „roszczenie wypłacone”. Powód jest policzalny: kosztorys naprawy zamknął się na 11 702 USD przy wartości auta 23 480 USD, czyli na 49,8 procent, a Wisconsin wymaga oznaczenia tytułu dopiero powyżej 70 procent. Ubezpieczycielowi naprawa się nie opłacała, ale dla urzędu auto nie było wrakiem. Skutek jest taki, że CARFAX daje na ten samochód swoją gwarancję braku marek Salvage, Junk i Rebuilt — i nie jest to przeoczenie bazy, tylko stan faktyczny w rejestrze DMV.
Drugi zapis z tego samego dnia jest jeszcze ciekawszy. CARFAX opisuje zdarzenie jako rear-end collision with another motor vehicle, a AutoCheck cytuje raport policyjny z numerem sprawy i nazywa to Collision with Another Vehicle. Ale wpis o samej szkodzie całkowitej mówi u obu co innego: CARFAX pisze non-collision damage, AutoCheck — Comprehensive Coverage Claim. To znaczy, że rozliczenie poszło z ubezpieczenia comprehensive, czyli tego od zdarzeń innych niż kolizja, mimo że raport policyjny opisuje uderzenie przez inny pojazd. Najprostsze wyjaśnienie: sprawca był nieubezpieczony albo odjechał, więc właściciel likwidował szkodę z własnej polisy. To także tłumaczy, dlaczego auto zostało u niego.
Trzecia rzecz to rozjazd w ocenie dotkliwości. CARFAX stawia „moderate to severe”, AutoCheck — „Moderate”. Obie bazy przepisują ten sam raport stanowy, więc różnica bierze się nie z wiedzy, tylko z algorytmu. Rozstrzygają zdjęcia, a te pokazują szkodę, którą sami nazwalibyśmy umiarkowaną.
Ponad siedem tysięcy mil po szkodzie całkowitej. To jest najważniejsza rzecz w całej tej aukcji i nie widać jej na żadnym zdjęciu. Trzy tygodnie po kolizji, 23 stycznia 2026, samochód pojawił się w serwisie z 76 920 milami na liczniku. Na aukcję przyjechał z 84 567 milami. Między jednym a drugim odczytem jest 7 647 mil, czyli ponad dwanaście tysięcy kilometrów, przejechanych już po tym, jak ubezpieczyciel spisał samochód na straty. Obie te liczby pochodzą z dokumentów, nie z szacunku.
Nie jest to domysł z jednej liczby. W tym samym okresie CARFAX notuje dwie wizyty serwisowe: 23 stycznia przy 76 920 milach — wymiana oleju z filtrem, rotacja opon i płukanie układu wtryskowego, oraz 27 marca przy 77 288 milach — kolejny serwis, tym razem w Appleton, czyli w tej samej miejscowości, w której auto stoi teraz na placu Copart. Ktoś tym samochodem normalnie jeździł i normalnie go obsługiwał przez osiem miesięcy po szkodzie.
Dla kupującego to dobra informacja: ponad siedem tysięcy mil to najlepszy test, jakiego żadne zdjęcie nie zastąpi. Gdyby uderzenie naruszyło coś, co miało się rozejść — spawy, mocowania tylnego zawieszenia, szczelność nadwozia — miało na to dwanaście tysięcy kilometrów i dwie wizyty w serwisie, żeby się ujawnić. Status Run and Drive na aukcji nie jest tu deklaracją po odpaleniu na placu, tylko potwierdzeniem czegoś, co auto robiło przez pół roku.
I jeszcze jedno, co ta oś czasu mówi o samochodzie. Auto zostało kupione 6 grudnia 2025 jako pojazd certyfikowany, a uszkodzone 2 stycznia 2026 — niecałe cztery tygodnie później. Czwarty właściciel nie zdążył się nim nacieszyć, wziął odszkodowanie i jeździł dalej jeszcze pół roku, zanim oddał samochód na aukcję. To nie jest wrak wystawiony przez ubezpieczyciela zaraz po zdarzeniu, tylko auto używane normalnie aż do dnia, w którym trafiło na plac. Przy ocenie stanu technicznego ta różnica znaczy więcej niż cokolwiek, co widać na fotografiach.
Naprawa za połowę wartości auta — i dlaczego tytuł mimo to został czysty. Copart podaje przy tym locie dwie liczby: wartość pojazdu sprzed szkody na 23 480 USD i kosztorys naprawy na 11 702 USD. Naprawa to zatem 49,8 procent wartości auta, czyli prawie dokładnie połowa. Ta jedna proporcja tłumaczy wszystko, co w papierach tego samochodu wygląda na sprzeczność. Wisconsin wymaga przebrandowania tytułu na Salvage wtedy, gdy koszt naprawy przekroczy 70 procent wartości rynkowej pojazdu nie starszego niż siedem lat. Ten egzemplarz ma sześć lat, więc przepis go obejmuje — ale kosztorys zamknął się na niecałych pięćdziesięciu procentach, czyli wyraźnie poniżej progu. Stan nie miał podstawy, żeby tytuł oznaczyć, i wystawił zwykły Certificate of Title z adnotacją Claim Paid. Decyzja ubezpieczyciela o wypłacie i decyzja urzędu o oznaczeniu tytułu opierają się na dwóch różnych progach i ten przypadek pokazuje to podręcznikowo: firma może uznać naprawę za nieopłacalną długo przed tym, zanim stan uzna auto za wrak.
Warto ten kosztorys zestawić z rachunkiem, jaki wychodzi w Polsce. 39 202 PLN to kwota, za jaką amerykański warsztat zrobiłby ten tył na częściach nowych i oryginalnych, z robocizną liczoną po stawkach autoryzowanego serwisu i z lakierowaniem tylnej części nadwozia. Nasza tabela części zamyka się w 8 716 zł, i to razem z kompletem lamp w normie europejskiej, których szkoda w ogóle nie dotyczy. To normalna proporcja przy amerykańskich szkodach i główny powód, dla którego ten rynek w ogóle działa: ta sama naprawa po dwóch stronach oceanu ma dwie zupełnie różne ceny.
Copart oznacza też osobno status Run and Drive i ten samochód go ma. Warto wiedzieć, co to znaczy dokładnie: pracownik placu odpalił silnik, wrzucił bieg i auto ruszyło o własnych siłach. Nie jest to badanie techniczne ani jazda próbna. W tym przypadku ta adnotacja waży jednak więcej niż zwykle, bo pokrywa się z tym, co mówi licznik i karta serwisowa — auto jeździło jeszcze przez osiem miesięcy po szkodzie.
Sześć lat, czterech właścicieli, jeden stan
Całe życie tego samochodu toczyło się w Wisconsin, a przez pierwsze pięć lat obsługiwał go ten sam salon Volvo w Madison.
- Wyprodukowane 24 marca 2020, rocznik modelowy 2020, wersja na rynek USA
- 22 lipca sprzedane przez Land Rover Volvo Madison przy 83 milach
- Zarejestrowane jako pojazd firmowy — pierwszy właściciel
- Regularne przeglądy w Land Rover Volvo Madison — CARFAX oznacza je jako „homegrown”
- Luty 2022 przy 23 382 milach: hamulce, cztery opony montowane i wyważane, geometria czterech kół, przegląd bezpieczeństwa
- 16 kwietnia 2022 sprzedane jako Volvo Certified Pre-Owned przy 25 454 milach — drugi właściciel
- Przy 29 189 milach: klocki i tarcze z przodu i z tyłu, wymiana koła, pióra wycieraczek
- Pełen komplet hamulcowy zrobiony w salonie, nie w warsztacie przydrożnym
- Sierpień 2023, 34 467 mil — trzeci właściciel, nadal Wisconsin
- Czerwiec 2023 i marzec 2024: serwis 40 000 mil, olej z filtrem, rotacja opon
- 13 stycznia 2025 przy 57 240 milach: serwis 60 000 mil z wymianą świec zapłonowych
- 10 listopada przy 68 194 milach wystawione jako Stellantis Go Certified Pre-Owned
- 6 grudnia sprzedane, 9 grudnia tytuł na czwartego właściciela
- 16 grudnia przygotowanie przedsprzedażne: filtr powietrza, filtr kabinowy, olej z filtrem, geometria czterech kół, wymiana opon
- Woodruff (Wisconsin), raport stanowy nr 260100217 — kolizja z innym pojazdem
- CARFAX: uszkodzenie tyłu i lewego tyłu, zgłoszona szkoda funkcjonalna
- Poduszki powietrzne się nie uruchomiły
- Tego samego dnia ubezpieczyciel deklaruje szkodę całkowitą z polisy comprehensive
- 23 stycznia przy 76 920 milach: olej z filtrem, rotacja opon, płukanie układu wtryskowego — Blain's Farm and Fleet, Rhinelander
- 27 marca przy 77 288 milach: serwis w Bergstrom Imports w Appleton
- Tytuł pozostaje czysty, właściciel zatrzymuje samochód
- Licznik pokazuje 84 567 mil — o 7 647 więcej niż przy pierwszym serwisie po szkodzie
- Copart podaje wartość auta sprzed szkody na 23 480 USD i kosztorys naprawy na 11 702 USD
Serwisowanie — podsumowanie
Dziewiętnaście wpisów w sześć lat, w większości u jednego dealera — Land Rover Volvo Madison, ten sam salon, który auto sprzedał pierwszemu właścicielowi. CARFAX oznacza tę część historii jako homegrown. Zakres nie jest minimalny: pełny komplet hamulców przód i tył w 2022 roku, świece zapłonowe przy serwisie 60 000 mil, regularna geometria i wymiany opon, dwukrotna sprzedaż w programie certyfikowanym — najpierw Volvo Certified Pre-Owned, potem Stellantis Go Certified Pre-Owned.
To, co wyróżnia ten egzemplarz, to ciągłość po szkodzie. Auto nie zniknęło z rejestrów po 2 stycznia 2026 — wróciło do serwisu trzy tygodnie później i ponownie dwa miesiące po tym, oba razy z rosnącym przebiegiem. Cztery lata rytmu serwisowego u jednego dealera plus dwa wpisy już po szkodzie całkowitej dają razem obraz auta, które było utrzymywane w sposób ciągły od pierwszego dnia do dnia wystawienia na aukcję.
Co widać na zdjęciach
Copart podaje uszkodzenie tyłu i tak jest w istocie. Zakres jest jednak węższy, niż sugeruje słowo „severe” z raportu CARFAX.
- Zderzak tylny kompletny — na aucie go nie ma, zdjęty po zdarzeniu
- Belka zderzaka tylnego — odkształcona po stronie lewej
- Pióro wycieraczki tylnej — zużyte
- Pas tylny — rzeczoznawca zaznaczył go markerem, ale znacznego zagięcia na zdjęciach nie widać; rozstrzyga postawienie auta na ramie po dostarczeniu
Ocena możliwa dopiero po rozładunku i podniesieniu auta na podnośniku.
Kluczowa obserwacja: Kluczowa obserwacja: zdjęcie tyłu na wprost mówi dwie rzeczy naraz. Pierwsza: obie lampy tylne siedzą na miejscu i są całe, klapa bagażnika jest prosta, szyba nietknięta, a napis VOLVO i listwa nad tablicą nie mają śladu uderzenia. Przy uderzeniu w tył to właśnie lampy i klapa idą zwykle jako pierwsze — tutaj nie poszły, co samo w sobie zawęża ocenę siły zderzenia. Druga: pod klapą, tam gdzie normalnie zasłania to zderzak, rzeczoznawca zaznaczył zielonym markerem kilka miejsc na pasie tylnym. Warto od razu powiedzieć, czego na tych zdjęciach nie widać — znacznego zagięcia blachy. Zaznaczenia wskazują strefę do sprawdzenia, a nie przesądzają o wymianie elementu.
Zdjęcie lewego boku dokłada trzecią informację i jest ona dobra: błotnik tylny, jego przetłoczenia i cała linia boczna są nienaruszone, a reszta auta — drzwi, progi, felgi, lakier — wygląda na zadbaną. To układa się w obraz uderzenia od tyłu o sile wystarczającej, żeby złożyć zderzak, ale nie na tyle dużej, żeby ruszyć lampy, klapę czy poduszki. Słowo „severe” z raportu CARFAX nie znajduje na tych zdjęciach potwierdzenia — bliżej tu do oceny AutoCheck, która mówi „moderate”.
Części po polskich cenach
Wstępny szacunek dla polskiego rynku, sierpień 2026, oparty na zdjęciach. Ceny w kolumnie „używana” dotyczą elementów po małych przebiegach; ceny nowych to kwoty brutto u dealera, bez rabatów. Tabela obejmuje wyłącznie części — robocizna, lakier i prace blacharskie to osobny rachunek.
Do weryfikacji: Pas tylny (rzeczoznawca zaznaczył go markerem, ale znacznego zagięcia na zdjęciach nie widać) oraz stan blachy pod zdjętym zderzakiem, odsłoniętej przez nieznany czas — do oceny dopiero po rozładunku i podniesieniu auta na podnośniku.
Ważne: Przy tej szkodzie kolumny rozjeżdżają się o 10 470 zł — części nowe kosztują ponad dwa razy tyle, co komplet z demontażu. Najostrzej widać to na belce zderzaka: 100 zł z demontażu wobec 2 370 zł u dealera, czyli różnica dwudziestoczterokrotna przy elemencie, który po zamontowaniu chowa się pod zderzakiem i którego użytkownik nigdy nie zobaczy. Kompletny zderzak tylny to 3 000 zł z demontażu wobec ponad 10 000 zł, gdy składa się go z nowych części. Dochodzi do tego rzecz, której tabela nie pokazuje: lakierowanie zderzaka wchodzi do rachunku w obu wariantach. Nowy element przyjeżdża goły, a przy używanym trudno trafić na egzemplarz w identycznym zestawieniu kolorystycznym — przy metaliku Osmium Grey i tak trzeba go dopasować do sąsiednich paneli. To jedyna pozycja w tabeli, przy której wybór kolumny nie zmienia rachunku za lakiernię. Pióro wycieraczki idzie nowe z ASO za 116 zł, bo szukanie używanego przy takiej kwocie nie ma sensu. XC60 drugiej generacji jeździ po Polsce od 2017 roku, więc rynek części z demontażu dla tego modelu jest w pełni zaopatrzony.
Lampy to koszt, którego nie widać na zdjęciach: obie lampy tylne w tym aucie są całe i nie ucierpiały w zderzeniu. Mimo to trafiają do kosztorysu, bo są w specyfikacji amerykańskiej — a ta różni się od europejskiej między innymi brakiem osobnego tylnego światła przeciwmgłowego i innym sposobem sygnalizowania kierunkowskazu. Do rejestracji w Polsce trzeba to doprowadzić do normy europejskiej i są na to trzy drogi: komplet lamp z demontażu w wersji EU za około 2 500 zł, komplet nowy za 3 200 zł albo przeróbka obecnych lamp, najtańsza z możliwych, w okolicach 1 000 zł. Wpisaliśmy w tabelę wariant środkowy, żeby nie zaniżać rachunku, ale przy sprawnych lampach fabrycznych przeróbka jest zwykle rozwiązaniem pierwszego wyboru. To pozycja, o której kupujący auto z USA dowiadują się najczęściej dopiero na stacji kontroli pojazdów.
Osobno warto wiedzieć, czego w tej tabeli nie ma: pasa tylnego. Rzeczoznawca zaznaczył go markerem, ale znacznego zagięcia na zdjęciach nie widać, a taki element zwykle podlega naprawie, nie wymianie — dlatego został wyłącznie w pozycjach do sprawdzenia po dostarczeniu. Stawek warsztatowych nie doliczamy, bo różnią się w zależności od miasta i warsztatu.
Co dokładnie zamówiono w tym egzemplarzu
Lista z fabrycznego wydruku Volvo po numerze nadwozia. Inscription to najwyższa wersja XC60 w tym roczniku, a ten egzemplarz ma do niej osiem pozycji dopłacanych osobno.
- Skóra Moritz w zestawieniu Blond–Charcoal
- Fotele przednie elektryczne z pamięcią — kierowcy i pasażera
- Czterokierunkowe podparcie lędźwiowe i wysuw siedziska
- Podgrzewane fotele przednie
- Podgrzewane fotele tylne (opcja dopłacana)
- Podgrzewana kierownica (opcja dopłacana)
- Klimatyzacja czterostrefowa z chłodzonym schowkiem
- CleanZone — oczyszczanie powietrza z wietrzeniem kabiny przy otwarciu
- Dekory Driftwood, kierownica i gałka w skórze z wykończeniem Uni deco
- Dach panoramiczny otwierany elektrycznie
- Przyciemniane szyby tylne, roleta bagażnika
- Harman Kardon Premium Sound z subwooferem
- Zestaw wskaźników 12,3"
- Wyświetlacz head-up (opcja dopłacana)
- Nawigacja Volvo Navigation Pro z mapą Ameryki Północnej
- Volvo On Call — zdalne funkcje z aplikacji
- Integracja smartfona przez USB, Apple CarPlay i Android Auto
- Radio HD i SiriusXM
- Aktywna redukcja hałasu, HomeLink
- Reflektory Full LED (opcja dopłacana) ze światłami doświetlającymi zakręt
- Spryskiwacze reflektorów wysokociśnieniowe (opcja dopłacana)
- Pilot Assist — tempomat adaptacyjny z asystentem pasa (opcja dopłacana)
- Park Assist Pilot — automatyczne parkowanie (opcja dopłacana)
- Kamera 360° (opcja dopłacana)
- BLIS z ostrzeganiem o ruchu poprzecznym
- Czujniki parkowania z przodu i z tyłu, kamera cofania
- Rozpoznawanie znaków, asystent utrzymania pasa
- Asystent hamowania awaryjnego z przodu i z tyłu, Hill Descent Control
- Silnik T6 — 2.0 z turbosprężarką i kompresorem mechanicznym, 320 KM
- Napęd AWD, 8-biegowy automat Aisin
- Podwozie Dynamic — sprężynowe, bez pneumatyki
- Koła 19" 10-Spoke Black Diamond-cut, opony 235/55 R19 Pirelli
- Elektryczna klapa bagażnika z otwieraniem bez użycia rąk
- Bezkluczykowy dostęp i uruchamianie
- Relingi dachowe i listwy okienne w jasnym aluminium
- Lakier metaliczny Osmium Grey, wykończenie Inscription Bright
- Podwójne wyloty wydechu, koło zapasowe dojazdowe
Ile kosztuje takie Volvo w Polsce
Porównujemy wyłącznie z odmianami benzynowymi T5 i T6, czyli z tego samego pokolenia napędu co analizowane auto — B5 świadomie pomijamy, bo to miękka hybryda z układem 48 V, wyceniana na innej półce. Tabelę układamy jednak nie według silnika, tylko według wersji wyposażenia, bo to ona dzieli ten rynek najostrzej.
Pierwsza rzecz, którą trzeba powiedzieć o tym rynku: dzieli go wersja wyposażenia, a nie silnik. Topowe odmiany rocznika 2020 — R-Design i Inscription — sięgają 139 900 zł, podczas gdy bazowy Momentum zaczyna się od 75 000 zł. To rozpiętość niemal dwukrotna przy tym samym modelu, roczniku i podobnym przebiegu. Kto porównuje XC60 po samym oznaczeniu silnika, dostaje obraz, który nic nie mówi. Analizowany egzemplarz jest Inscription, czyli w tej górnej grupie: head-up display, kamera 360°, Pilot Assist, Harman Kardon, dach panoramiczny, pełne LED, podgrzewane fotele w obu rzędach i kierownica. To wyposażenie tej samej klasy co w ofercie za 139 900 zł, tylko w wydaniu luksusowym zamiast sportowego.
Jest jednak druga rzecz, która przy tym aucie waży tyle samo co wyposażenie, a bywa pomijana. Dolna część każdego takiego pasma cenowego to zwykle auta z historią niepełną albo nieznaną — sprowadzone bez jawnej historii, po poważnych szkodach, bez ciągłości wpisów serwisowych. Nie kupuje się tam taniej tego samego samochodu, tylko kupuje się mniej wiedzy o nim. Ten egzemplarz ma dokładnie odwrotny profil: dziewiętnaście wpisów serwisowych ciągiem od trzynastu mil na liczniku do dziś, w większości z jednego salonu Volvo, dwie sprzedaże w programach certyfikowanych, jedno udokumentowane zdarzenie i tytuł bez marki Salvage z gwarancją CARFAX. Do tego szkoda, która w skali tego typu aukcji jest bardzo mała. To wszystko ustawia auto w górnej połowie pasma, a nie przy jego dnie.
Składając to razem: czysty odpowiednik analizowanego auta — rocznik 2020, Inscription, przebieg 136 095 km — wyceniamy na 110–130 tysięcy złotych. Ten egzemplarz po naprawie tyłu, z pochodzeniem ze Stanów, ale z kompletem dokumentacji, realnie plasuje się na 100–115 tysiącach. Jedno zastrzeżenie, bez którego te liczby byłyby nieuczciwe: to są ceny ofertowe, nie transakcyjne, a na polskim rynku różnica potrafi wynosić kilka procent w dół.
Po stronie kosztów: przedział licytacji szacujemy na 10–13 tysięcy dolarów, co pod domem daje 63 000–77 000 PLN — mieści się w tym transport morski, odprawa celna, transport lądowy i obsługa procesu. Do tego dochodzi kosztorys części, 8 716 zł przy elementach z demontażu wobec 19 186 zł przy nowych. Warto odnotować akcyzę: silnik ma 1969 cm³, więc mieści się poniżej progu dwóch litrów, ale to zwykły benzyniak bez układu 48 V — stawka wynosi 3,1 procent, dwa razy tyle co przy wersjach B5 i B6 z poprzednich odcinków.
Ocena końcowa
Werdykt: Auto warte uwagi
Niewielka szkoda, kompletna historia serwisowa i tytuł bez marki Salvage — rzadkie połączenie na aukcjach z USA.
Zacznijmy od tego, co w tej aukcji jest mocne, bo tego jest sporo. Tytuł nie ma marki Salvage i CARFAX daje na to gwarancję. Dziewiętnaście wpisów serwisowych, w większości z jednego salonu Volvo. Dwie sprzedaże w programach certyfikowanych, komplet hamulców wymieniony w 2022 roku, świece przy serwisie 60 000 mil, geometria i opony robione trzy tygodnie przed zdarzeniem. Poduszki się nie uruchomiły, lampy i klapa są całe, a auto po szkodzie przejechało jeszcze ponad siedem tysięcy mil i było w tym czasie dwa razy obsłużone.
Zakres uszkodzeń jest wąski i dobrze zdefiniowany: kompletny zderzak tylny do wymiany, odkształcona belka i zużyte pióro wycieraczki. Błotniki, lampy, klapa i szyba są nietknięte, a linia boczna nadwozia nie ma śladu uderzenia. Części zamykają się w 8 716 zł — z czego 2 500 zł to komplet lamp w normie europejskiej, potrzebny do rejestracji, a nie do naprawy. XC60 tej generacji ma w Polsce w pełni zaopatrzony rynek wtórny części. Otwartą pozycją zostaje pas tylny — rzeczoznawca go zaznaczył, ale znacznego zagięcia na zdjęciach nie widać.
Dla kupującego, który chce tym autem jeździć, rachunek układa się tak. Koszt pod domem to 63 000–77 000 PLN, zależnie od tego, gdzie zamknie się licytacja, plus 8 716 zł na części z demontażu. Porównywalny egzemplarz z polskiego rynku — rocznik 2020, wersja Inscription, zbliżony przebieg — kosztuje 110–130 tysięcy. Różnicę trzeba jednak czytać razem z tym, co się w niej mieści: robocizną warsztatu, czasem oczekiwania na transport i odprawę, oraz historią naprawy, która zostanie w dokumentach tego auta na stałe. Kto liczy wyłącznie różnicę między jedną a drugą kwotą, liczy niepełny rachunek.
- Tytuł bez marki Salvage — CARFAX gwarantuje brak zgłoszeń Salvage, Junk i Rebuilt
- Ponad siedem tysięcy mil przejechanych po szkodzie, potwierdzonych odczytami licznika
- Poduszki nienaruszone, obie lampy tylne i klapa bagażnika bez uszkodzeń
- 19 wpisów serwisowych, w większości w jednym salonie Volvo w Madison
- Dwukrotnie sprzedane w programie certyfikowanym — Volvo CPO w 2022 i Stellantis Go w 2025
- Komplet hamulców wymieniony w 2022, świece przy serwisie 60 000 mil
- Bogata Inscription z ośmioma opcjami dopłacanymi — head-up, Pilot Assist, kamera 360°, Harman Kardon
- Rynek części z demontażu dla XC60 tej generacji jest w Polsce w pełni zaopatrzony
- Ceny w tabeli to kwoty ofertowe, nie transakcyjne — na polskim rynku różnica potrafi sięgać kilku procent
- Pas tylny to blacha — jeśli mimo wszystko trzeba go prostować, koszt przenosi się z części na blacharkę
- Akcyza 3,1 procent — dwa razy tyle co przy wersjach z układem 48 V
- Gwarancja fabryczna wygasła
Interesujesz się tym autem lub podobnym?
Pomagamy przez cały proces — od znalezienia aukcji, przez sprowadzenie i odprawę celną, aż po kontakt z warsztatem. Każdy klient z pakietu Premium dostaje raport jak ten, który właśnie przeczytałeś.
Napisz do nas w sprawie bezpłatnej wyceny